Odszedł wielki Twórca Wojciech Młynarski (1941-2017)

Doszedł do kresu swojej podróży, bo Wojciech Młynarski mówił o życiu, że jest szczególną podróżą, ciągle w drodze do celu.

Nikt, jak On nie potrafił w kilku wersach, kunsztownie operując słowem, opisać polskiej rzeczywistości. Mówił o sobie, że jest rzemieślnikiem tekściarzem – a był Autorem ponad dwóch tysięcy piosenek, które śpiewają kolejne pokolenia Polaków. Był Artystą wszechstronnym – poetą, satyrykiem, artystą kabaretowym, dramaturgiem, scenarzystą, reżyserem teatralnym, tłumaczem.

mlynarski

Mistrz mądrego humoru, ale kpił z życzliwością. Miał ucho „nastawione na język ulicy”, który często wykorzystywał w tekstach. Wolał ironię bardziej, niż ostrą satyrę. I Polacy go słuchali czytali i rozumieli. Uprawiał, jak sam mówił, „lirykę obywatelską”.

Pięknie potrafił pisać o miłości, takiej tylko polskiej. Bo oprócz piosenek satyrycznych pisał też liryczne. „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał” i „Prześliczna wiolonczelistka” dla Skaldów, „Odkryjemy miłość nieznaną” dla Alicji Majewskiej, „Ogrzej mnie” dla Michała Bajora, „Serce to jest muzyk” dla Ewy Bem, „Bądź moim natchnieniem” dla Andrzeja Zauchy. Edyta Geppert pięknie śpiewała jego „Och życie, kocham cię nad życie”, a Magda Umer „Jeszcze w zielone gramy”.

W ostatnich latach, mimo kłopotów zdrowotnych, wciąż tworzył, choć jakby schowany w niszy. „Rzeczywistość wokół się pozmieniała i ludzie, którzy mają klasę, dobry gust, są wymagający, znaleźli się w odwrocie” – mówił żartem. Ale wciąż „robił swoje”. Kiedy w 1983 roku usłyszeliśmy – w zamiarze niewinny kuplet – „Róbmy swoje”, z muzyką Jerzego Wasowskiego nikt nie przypuszczał, że tekst tak wrośnie w polską rzeczywistość, że jest z nami prawie co dnia, choć w różnych okolicznościach. Mówili nim i Wałęsa i Jaruzelski, a cenzorzy uważali, że Autor nawołuje do zmiany ustroju. W końcu dopisał po latach jeszcze jedną zwrotkę: „I w mądrych ludziach ginie duch, choć ciągle im tłumaczę, że gdy to samo śpiewa dwóch, to nie to samo znaczy”.

Z wykształcenia był polonistą, ale nie został naukowcem – trafił do warszawskich Hybryd i już… na długo związał się ze studenckim ruchem kabaretowym i teatralnym. To były czasy, kiedy młodzi gniewni budowali podwaliny pod przyszłą elitę kulturalną Polski. Agnieszka Osiecka, Jonasz Kofta, Andrzej Jarecki, Studencki Teatr Satyryków. I Wojciech Młynarski.

Część swoich piosenek śpiewał sam. Tak było z pierwszym publicznym wykonaniem (w 1963 roku) „Niedzieli na Głównym”. Oczywiście było to także „Róbmy swoje”.

Kto jeszcze pamięta, że Agnieszka Osiecka dała Kalinie Jędrusik Jego tekst „Z kim tak ci będzie źle jak ze mną”, która triumfowała na festiwalu w Opolu rok później.

A „W Polskę idziemy”, „Światowe życie”, „W co się bawić”? Tę pierwszą piosenkę Młynarski lubił najbardziej z tych pisanych dla innych.

Sam miał też ulubioną, osobistą. To „Moje ulubione drzewo” . „Leszczyna, leszczyna, jak ją za mocno przygiąć w lewo, to w prawo się odgina, a jak za mocno przygiąć ją w prawo, to w lewo bije z wprawą”. Taki był stosunek Mistrza do życia.

Drugiego Wojciecha Młynarskiego już nie będzie.

Barbara Janiszewska